Przejdź do głównej treści
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

Recenzja Resident Evil Requiem: co może przerazić fanów

W tym roku seria Resident Evil obchodzi trzydziestolecie. Kryzys wieku średniego ją ominął — „Resident Evil” nigdy nie czuło się tak dobrze jak w ostatnich latach. Począwszy od Resident Evil 7: Biohazard, które na nowo zdefiniowało tożsamość serii, aż po świetny remake Resident Evil 4, Capcom na współczesnej drodze nie zaliczył żadnej poważnej wpadki.

  • dodano: 06-03-2026
Recenzja Resident Evil Requiem: co może przerazić fanów

Być może dlatego Resident Evil Requiem sprawia wrażenie bardzo dobrej gry, która znalazła się w pułapce sprzecznych oczekiwań. Dla kogo więc japońscy twórcy grają ten „rekwiem”?

Nie dziwi, że głównym tematem Requiem jest pogodzenie się z przeszłością. W długiej historii serii było wszystko: groteskowe potwory, patetyczni złoczyńcy, pełne adrenaliny starcia oraz momenty powolnego, dusznego horroru i walki o przetrwanie. W Requiem twórcy starają się ponownie sięgnąć po wszystkie te elementy, czasem bez większego porządku. Chcą domknąć skomplikowaną chronologię serii i jednocześnie znaleźć dla niej nowy kierunek rozwoju, choć nie zawsze robią to zgrabnie.

Pod względem rozgrywki wybór dwóch bohaterów ulubieńca fanów Leona S. Kennedy’ego oraz nowej postaci, agentki FBI Grace Ashcroft jest w pełni uzasadniony. Zamiast mieszać survival horror i akcję, jak w Resident Evil: Village, Requiem wyraźnie rozdziela style gry. Leon, który polega na sile, jest sterowany z perspektywy trzeciej osoby. Z kolei Grace, podobnie jak Ethan z dwóch poprzednich części, przeżywa swoją historię z widoku pierwszoosobowego, co zwiększa immersję.

 

Podczas gry Leonem widać rozwinięcie pomysłów z Resident Evil 4 i jego remake’u. Były policjant i agent do walki z bioterroryzmem nadal nosi duży arsenał broni, potrafi kopnąć przeciwnika z półobrotu i brutalnie parować ataki bronią białą. Tym razem zamiast małego noża ma duży topór, który można ostrzyć i który nie tępi się od pierwszego zombiaka. Leon otrzymał też najbardziej widowiskowe sceny i dynamiczne starcia, w tym pościg motocyklowy przez zrujnowane miasto z mutantami.

Znacznie mniej jest jednak eksploracji i zagadek. Leon rzadko zbiera klucze czy rozwiązuje łamigłówki, dlatego moment, gdy zostaje wypuszczony do niemal pustego miasta, by szukać części do detonatora, może nawet trochę nużyć.

Problemem pozostaje także nieprzewidywalność walki. Nigdy nie wiadomo, który strzał w głowę powali przeciwnika, a który zostanie przez niego zignorowany. W remake’u Resident Evil 2 było to jeszcze uzasadnione Leon był tam młodym, niedoświadczonym policjantem. Tutaj jednak gramy doświadczonym weteranem, który przeżył już wiele katastrof.

Na tym tle znacznie ciekawsza okazuje się rozgrywka Grace, która większość czasu spędza w ogromnym kompleksie medycznym. Tutaj Requiem wykorzystuje najlepsze elementy starszych części oraz pomysły z Resident Evil 7 i Resident Evil 2 (2019), tworząc intensywny survival horror z widoku pierwszej osoby.

 

 

 

Grace ma ograniczony ekwipunek i nie dysponuje siłą Leona, dlatego musi planować każdy krok. Nawet spotkanie z jednym zarażonym jest dla niej wyzwaniem można z nim walczyć albo go ominąć. System craftingu oparty na krwi pozwala tworzyć amunicję albo specjalne zastrzyki antywirusowe, które uniemożliwiają przeciwnikom powrót w jeszcze groźniejszej formie mutantów.

Jednak większość czasu Grace poświęca eksploracji. Capcom stworzył jedno z najbardziej szczegółowych i klimatycznych zamkniętych miejsc w historii serii porównywalne z legendarną posiadłością Spencera. Kompleks medyczny pełen jest sekretów, ukrytych drzwi i zagadek.

Najbardziej przerażającym momentem gry nie jest walka z bossem, lecz ucieczka przed groteskowym potworem bojącym się światła. Stwór przez wiele godzin ściga Grace i potrafi wywołać prawdziwy strach, zwłaszcza na wyższym poziomie trudności.

 

 

Największym problemem Requiem okazuje się jednak scenariusz, który należy do najbardziej absurdalnych w całej serii. Historia zaczyna się ciekawie od tajemniczych chorób ocalałych z katastrofy w Raccoon City. Później pojawia się wątek dziedzictwa Alyssy Ashcroft i konfliktu z byłym naukowcem Umbrelli, Victorem Gideonem. Finał zamienia się jednak w przesadzony festiwal fanserwisu i retconów, który może przypominać nawet chaos fabularny Resident Evil 6.

Mimo to Resident Evil Requiem nie zatrzymuje zwycięskiej passy Capcomu. Pomimo słabego scenariusza gra wciąż udanie łączy to, z czego seria słynie najbardziej atmosferyczny survival horror i widowiskową akcję. Można mieć nadzieję, że to nie koniec, lecz tylko kolejny etap historii serii.